Ekhm... Jakby to ująć... Wróciłam!
Wiem, że sporo musieliście czekać, ale cóż poradzę na to, że nie miałam serca do tego opowiadania ani w sumie czasu na mnie. Teraz też będzie się dość rzadko pojawiało, ale na pewno będzie.
I tak mnie wciągnął, że teraz czytam różne opowiadania o Liz i Michaelu.
Taaak? Jasne, wszyscy piszecie, że czytacie, tylko ja jakoś nie widzę tego po komentarzach

To ja specjalnie dla was piszę kolejne opowiadanko (w tym wypadku "Każda moja łza") i co? Chcecie, żebym przestała pisać? Nie ma sprawy...
Może mimo wszystko ktoś zechce przeczytać kolejną część Polar Novel. Tutaj pojawia się troszkę francuskiego, ale nie robie tłumaczeń, bo to specyfika czyjejś wypowiedzi. Miłego czytania marudy.
XII
"Babe magnet"
Czekałam na balkonie. Była druga nad ranem. Gdzie on się podziewał?
Michael nie przyszedł do mnie ostatniej nocy. Nawet po tym jak powiedział, że przyjdzie. Czego nie zwykł mówić na codzień.
Było zimno. Otuliłam się szczelniej kocem. Może jednak nie przyjdzie. No dalej, Michael, pomyślałam.
Nie komunikował się ze mną, co też nie powinno mnie dziwić.
To niedorzeczne. Tracę cenny czas na spanie, czekając na faceta, żeby pojawił się w moim oknie. Może po prostu działo się coś z Maxem lub Isabel i Michael musiał im pomóc.
A może chodziło o Marię.
Przygryzłam wargę, starając się odegnać tę myśl. Daj spokój Liz, nie bądź zazdrosna.
Ok. Idę spać.
Zamknęłam okno i od razu poczułam się lepiej. Na kilka sekund. Potem było gorzej, bo i tak mógł otworzyć ten zamek.
Gdyby przyszedł.
Westchnęłam i wgramoliłam się do łóżka.
***
"Okay, powiem tylko, że to do kitu"
"Wyluzuj, w niej tylko rośnie niepewność."
"Dlaczego nie przyszedł? To dalej ten debilizm 'ona należy do Maxa'? Nie mogłaby napisać czegoś innego?"
"On nalezy do --"
"Może się zamkniesz?"
"Czekaj. Coś się dzieje."
***
Mieliście kiedyś sen, który był tak prawdziwy, że wydawał się wam być prawdą? A kiedy się budziliście okazywało się, że to tylko sen?
Byłam na ulicy. W swojej nowej, granatowej koszulce nocnej. Kupiłam ją mając nadzieję, że Michaelowi się spodoba. Oczywiście w obecnej sytuacji mógł jej już nigdy nie zobaczyć.
Stałam przed budynkiem, na którym jaśniał neon. "Babe Magnet". To wyglądało na bar.
Cóż, drink mi dobrze zrobi. Weszłam do środka.
Pierwszym co zobaczyłam był długi blat barowy naprzeciwko ściany. Siedziało przy nim kilkoro ludzi. Druga rzecz, która przykuła mój wzrok to mętna atmosfera otaczająca ludzi.
I wszyscy patrzyli na mnie. Dobijająca cisza.
"Wreszcie" ktoś powiedział "Myśleliśmy, że nigdy tu nie trafisz!"
Ja?
Kilkoro ludzi zaczęło szeptać i wskazywać mnie palcami. "Um -- przepraszam" powiedziałam "Chyba źle trafiłam -"
"Nie" powiedziała barmanka. Rodowita amerykanka z długimi czarnymi włosami. "Jestes dokładnie tu, gdzie powinnaś być. Siadaj." wskazała na stołek barowy
"Um, Nie mam 21." przyznałam się
"Czyż nie jest urocza?" powiedziała jedna z kobiet
"Większość z nich nie jest" barmanka odpowiedziała i wskazała na grupę ludzi na sali, poczym przerzuciła sobie ręcznik przez ramię "Co ci podać?"
Cóż, w końcu to tylko sen. Usiadłam na stołku i rozejrzałam się. Wciąz przyglądali mi się z zaciekawieniem. To było dziwne.
"Więc?" zapytała barmanka "Co ci podać?"
"Uh – co byś mi poleciła?" zapytałam
"Hmm... Dla ciebie --" przyglądała mi sie uważnie, a w chwilę potem wyszczerzyła zęby . "Czekoladowe martini." Sięgnęła po butelki przy ścianie. "Gdzie ja przesiałam tę waniliową wódkę?..."
"Fajna piżamka" powiedziała kobieta siedząca obok mnie. Miała na sobie niesamowitą bluzkę.
"Dzięki" mruknęłam "Um, ładna koszulka." Wyciągnęłam w jej stronę swoją dłoń. "Jestem Liz."
"Wiemy" powiedzieli wszyscy naraz. Kobieta uśmiechnęła się i podała mi dłoń.
"Proszę bardzo" barmanka postawiła przede mną drinka. Sama uniosła swój kieliszek. "Chciałabym wznieść toast -"
Wszyscy unieśli swoje drinki.
"Za Michaela i Liz" powiedziała barmanka w pełni z siebie zadowolona "I za ich polarkową miłość"
"Polarowa miłość" wszyscy krzyknęli.
"Dobre, Whiteotter," ktoś zawołał
Barmanka oblizała usta. "Dzięki" powiedziała
"Uh --" To tylko sen. Zrelaksuj się, Liz. "- dzięki. Miło mieć wsparcie." łyknęłam swojego drinka. Pychota! Napiłam się jeszcze.
"Oh, wspieramy was z całego serca" wtrąciła kobieta obok mnie, ta w ślicznej bluzce "Nazywam się Ivy."
"Ivy jest wielką fanką" Whiteotter powiedziała, polerując szklankę. "To jej bar. Zrobiła go dla ciebie i Michaela."
"Oh, to -- dzięki, to miłe" powiedziałam niepewnie "Umm... Skąd wiecie o mnie i Michaelu?"
"Wszyscy was tu znają" Ivy powiedziała z rozbawieniem "Wszyscy was tu uwielbiają jako parę"
"Nie wszyscy" mruknął ktoś z końca baru
"Sunnie," Whiteotter powiedziała "Cicho"
"Oj, PRZEPRASZAM" powiedziała kobieta z wyrzutem i wstała, krzyżując ramiona. Była w stroju cheerleaderki. Na środku bluzki, różowymi literami było wypisane 'Konwencjonalni'.
Rany, ciekawe kto jej dobierał te kolory.
"Ja tylko mówię tak jak jest" mówiła dalej "Wiecie, ze mam rację. Ja..."
"Cicho!" Ivy krzyknęła. "Nie przejmuj się nią. Naprawdę lubi waszą dwójkę, nawet jeśli otwarcie tego nie przyzna" rzuciła przez ramię "A teraz słuchaj" skierowała sie do mnie "Jeśli chodzi o ciebie i Michaela. Zdecydowaliśmy, że musicie być razem. Zaczynamy nawet kampanię"
"Kampanię?" napiłam się drinka, prawie sie krztusząc "Jak na politycznych konwentach?"
"HA!" cheerleaderka krzyknęła tryumfalnie "Słyszeliście? Powiedziała 'konwencja'! Widzicie?"
Whiteotter przewróciła oczami "Sunnie," powiedziała groźnie, zdejmując ręcznik z ramienia "- ostatni raz ci --"
"Dobra, dobra, dobra" kobieta powiedziała, siadając i przechylając do końca swój kieliszek. Whiteotter uśmiechneła się i podała jej kolejnego drinka.
"Proszę" Whiteotter powiedziała "Przyda ci się."
"Mhm" mruknęła kobieta.
"Jak już mówiłam" Ivy wróciła do tematu "Zaczynamy kampanię. No wiesz, zamęczanie pisarzy i tak dalej."
"Pisarzy" powtórzyłam tępo
"Ivy, ona tylko wpadła na drinka. Nie martw się," wtrąciła się kobieta, siedząca po mojej drugiej stronie "Uda się."
Znałam ten głos. "Przepraszam, ale --" obróciłam się do niej "Czy my się znamy?"
"Cóż, jestem DJ'em. --"
"Ty jesteś LadyJ!" powiedziałam z ekscytacją "Bez przerwy cię słucham! Co wieczór słucham twoich audycji."
"Dziękuję kochanie" odpowiedziała z radością "Cieszę się, że ci się podoba"
"Puszczasz świetną muzykę," mamrotałam. Opanuj się Liz, opanuj... "Niektóre kawałki nasuwają mi myśli o mnie i Michaelu."
"Naprawdę?" uśmiechnęła się
Odwzajemniłam uśmiech. To było niesamowite. Łyknęłam jeszcze trochę mojego drinka i rozejrzałam się po barze. Był niewielki, ale zauważyłam scenę i parkiet.
"Macie muzykę na żywo?" zapytałam
"Co wieczór" Whiteotter odpowiedziała od razu "Głównie jazz. Czasami są komicy, ale to już inna historia."
"A co macie na dzisiaj?" zapytałam z zaciekawieniem
"Wydaje mi się, że dzisiaj śpiewać będzie Maria" LadyJ wyjaśniła
Wyplułam moje martini.
"Maria?" zapytałam, niedowierzając i kaszląc. Zeskoczyłam ze stołka. "Maria jest tutaj?"
"Nienienie. '*Maria*,'" Whiteotter powiedziała śmiejąc się i podkreślając inny akcent przy 'r'. "Jest Francuzką. Brzmi zupełnie inaczej."
"Ah," jęknęłam niepewnie i usiadłam z powrotem "Przepraszam."
"Nie szkodzi" Whiteotter uśmiechnęła się "Podam ci kolejnego drinka."
"Czyżby to nie było jedno z głównych zainteresowań Maxa?" zabrzmiał czyjś głos za moimi plecami. Obróciłam się i zobaczyłam śliczną dziewczynę.
"Liz, to jest Maria" Ivy podkreśliła charakterystyczne 'r' "Maria, Liz."
"Ah, bonjour," przywitała się "Ogromnie się cieszę, że wreszcie tu jesteś. Zostaniesz na występ, non?"
"Ah -- oui," odpowiedziałam "Oczywiście"
"C'est bon" uśmiechnęła się "Zaśpiewam dla ciebie coś specjalnego."
"Dzięki" wyszczerzyłam moje bieluchne ząbki "Jeszcze nikt dla mnie nie śpiewał."
"I nie martw się, ten Michael --" pstryknęła palcami "Będziecie razem w mgnieniu oka."
"Ma rację" Ivy poparła ją
"Całkowitą" LadyJ przytaknęła
"Twój drinka, Maria" Whiteotter podała jej kieliszek
"Merci, mon petit loutre" powiedziała z wdzięcznością "Po tym będę musiała... jak wy to mówicie? Przygotować się do występu?"
"Jak?" zapytała Whiteotter
"Przez rozgrzewkę, mon coeur," wyjaśniła "A jak inaczej?"
"Nieee" Whiteotter z zaskoczeniem powiedziała "Jak ci się udaje od niego uwolnić?"
Patrzyła w miejsce, gdzieś za moimi plecami. Obróciłam się.
Michael stał w drzwiach, rozglądając się ze zmieszaniem.
"Oo la la," Maria westchnęła
Zeskoczyłam ze stołka i podeszłam do niego "Michael"
"Liz?" spojrzał na mnie dziwnie "Co ty tu robisz?"
"Chyba, co TY tu robisz" powiedziałam "To mój sen."
Uważnie zlustrował mnie wzrokiem. Wpatrywał się w moją koszulkę. "O nie" wymamrotał "Jestem całkowicie pewien, ze to mój sen."
"Jestem tu od dwudziestu minut, Michael."
"Nie ważne" mruknął
"Hej, wszyscy --" zawołałam, obracając się "To jest Michael."
"Wiemy" krzyknęli
"Usiądź, Michael," Whiteotter powiedziała
"Chodź usiądź obok mnie!"
"Nie, obok mnie!"
"Tutaj, Michael!"
Michael jęknął zdezorientowany.
"Cicho" Ivy warknęła "On siedzi z Liz."
Kilkoro ludzi coś zaczęło mamrotać z lekkim gniewem.
Michael zerknął na barmankę i skrzyżował ramiona. Znałam tę minę. "Jeśli mnie znasz," zażądał "Czego chcę?"
Whiteotter skrzyżowała ramiona i bez zająknięcia odpowiedziała. "Rum 151 i cola, podwójna dawka waniliowej wódki, dwadzieścia kropel ostrego sosu Scorned Woman."
"Wow" Michael był pod wrażeniem "Siadamy." Podszedł do baru.
"Myślałam, że wolisz Tabasco" szepnęłam
"Scorned Woman jest ostrzejsze" odpowiedział.
Po raz pierwszy zauważyłam, że pozostali mieli podobne drinki. "Przepraszam" zwróciłam siedo kobiety siedzącej obok LadyJ. "Co pijesz?"
"Sutka kosmity" odpowiedziała
Michael prawie się zakrztusił, po czym obrócił w jej stronę. "Że co?" "To było zabawne!" Maria zaczęła się śmiać. Minęła nas i skierowała się do garderoby.
"Sutka kosmity" powtórzyła kobieta. "No wiesz – czysta szkocka, irlandzki krem, likier melonowy? Pychota. Chcesz trochę?" zapytała mnie, kierując swój kieliszek w moją stronę.
Zaczęłam się krztusić ze śmiechu. "Nie" Michael odpowiedział za mnie.
"Oh, uspokój się, Michael," powiedziałam "Napij się czekoladowego martini. Jest pyszne. Możesz nawet poprosić Whiteotter żeby dodała tego... -"
"Scorned Woman" mruknął
"- Scorned Woman do drinka" powstrzymałam śmiech 'Sutek kosmity'. To miejsce było świetne.
"Masz cudowne dłonie" odezwała się kobieta siedząca obok Michaela "Chciałbyś, żebym ci powróżyła?"
"Nie" odpowiedział szorstko "Hej, barmanka, gdzie ten drink?"
"Oh, Michael," powiedziałam "Pozwól jej powróżyć. Jak sie nazywasz?"
"Jestem Minnie," powiedziała, biorąc jego dłoń "No dobrze, zobaczmy. Cóż, w ogóle nie jesteś cierpliwy --"
"Liz" mruknął, ale zignorowałam go
"- zawsze przejmujesz się tym, co musi być zrobione, martwisz się o to --"
"Li-iz -"
"- i oooh, nie lubisz rozczarowywać ludzi --"
"Proszę, ogierze" Whiteotter powiedziała, stawiając przed nim drinka. Ogierze? "Na koszt firmy."
"- i będziesz musiał wybrać pomiędzy tym, co uważasz, że powinieneś zrobić a tym, czego naprawdę chcesz."
Zamarł. "Co to znaczy?" ostro zapytał
Wypuściła jego dłoń i wzruszyła ramionami. "A skąd mam wiedzieć? To twoja dłoń" powiedziała "Przy okazji – fajna obrączka."
"Wszystkojedno" mruknął. Westchnęła. Zabrał swojego drinka i pociągnłą mnie za rękę. "Idziemy."
"Michael – ja się dobrze bawiłam w ich towarzystwie, Michael. Czy ty w ogóle pamiętasz co to zabawa?"
"Nie" odpowiedział krótko, zatrzymując się i spoglądając na mnie. "A nie przyszło ci do głowy, że Isabel może wejść do mojego snu i nas zobaczyć?"
Moje serce stanęło. Czy zawsze musieliśmy uciekać? "Nie" jęknęłam "Ale dlaczego miałaby --"
"Lepiej stąd chodźmy" mruknął, szukając wyjścia
"Ja myślę, że to nie tak, Michael."
"Jasne" powiedział "Ale na wszelki wypadek stąd chodźmy."
"Nawet nie tknąłeś swojego drinka" protestowałam
"W porządku" powiedział, przechylił szklankę i wypił wszystko jednym łykiem. Oblizał usta i spojrzał na puste naczynie. "Wow," mruknął "To było dobre."
"Nie ma za co" Whiteotter zawołała z drugiego krańca pomieszczenia
"Widzisz?" powiedziałam, chwytając go za koszulkę "Michael, wszyscy tutaj są tacy – są mili" szukałam odpowiednich słów "Nie możemy zostać jeszcze trochę? Proszę?"
Rozejrzał się dokoła. "Nie wiem --"
"Poza tym, nie przyszedłeś do mnie wczoraj" zaczęłam go szantażować "Chciałbyś iść gdzieś i o tym porozmawiać?"
Spojrzał na mnie. "Nie" szepnął "Nie chce o tym rozmawiać."
"Więc zostajemy" uśmiechnęłam się "No chodź. Proszę?"
Ponownie rozejrzał się po sali. "Dobrze, ale przy pierwszym dziwnym zjawisku, wychodzimy. Rozumiesz?"
"Rozumiem" przytaknęłam "Chodź, chcę ci kogoś przedstawić."
"Panie i panowie" ktoś zawołał "Proszę o brawa dla naszej ulubionej pary --"
Oślepiające światło padło na nas. Wszyscy zaczęli klaskać. Spojrzałam na scenę. Lady J trzymała mikrofon.
"Kurewsko wspaniale" Michael mruknął
"- mam nadzieję, że zechcą rozpocząć występ Marii krótkim tańcem!" LadyJ powiedziała
"Maria? -" Michael zapytał wstrząśnięty "- wychodzimy."
"Nie, Michael," złapałam go za ramię "To Maria. Francuzka. Spójrz." wskazałam scenę
Maria weszła n podest. Ludzie wciąż klaskali.
"Wow" Michael wydał z siebie tylko to westchnięcie
"Bonjour, mes amis!" powiedziała do mikrofonu "Witajcie w barze Ivy, w Babe Magnet. Bardzo sie cieszę, że Michael i Liz są tutaj --"
"Okay, czy to już kwalifikuje się jako dziwne?" Michael syknął
"- proszę, wy dwoje, zatańczcie. To byłoby tres bon, non?" Michael coś wymamrotał niesłyszalnie. "Co?" zapytałam
"Ja. Nie. Tańczę" powiedział
"Oo, on nie tańczy" Maria zaśmiała się "Jakie to retro. No, zobaczymy."
Skinęła głową, światła zniknęły, a potem zatliły się na parkiecie. Delikatne, niebieskawe światło zapaliło się na scenie, ukazując zespół. To było małe trio – ktoś na perkusji, ktoś na pianinie i Maria. Tylko tyle.
"Wynośmy się" powiedział, łapiąc mnie za rękę i kierując się w stronę wyjścia.
"Nie, Michael, poczekaj --" muzyka rozbrzmiała i oboje zastygliśmy
Prosta, ale prześladująca piosenka. Piękna.
Oboje gapiliśmy się na scenę.
"Może --" urwał i nabrał powietrza "- okay, wyjdziemy po tej piosence, zgoda?"
"Ok" mruknęłam, wgapiając się w scenę. Zaczęła śpiewać.
I flagged a taxi long before
you woke...
Jej głos był miękki – prawie szept. Michael wciąz trzymał mnie za rękę.
...the sun had not yet risen,
morning not yet broke...
Parkiet był pusty.
It lookes like rain,
it looks like rain...
"Może powinniśmy --"
"Ciii..." szepnął. Spojrzałam na niego. Ścisnął moją dłoń.
and every breath I ever took,
every tear I ever wept --
every star I wished upon seemed
nothing until now...
Every prayer I ever said seems
strangely answered now...
Could it be,
I''m in love...
Jeszcze raz mocniej ścisnął moją dłoń, a potem przysunął do siebie. Pchnął mnie lekko w stronę parkietu.
...could it be, I'm in love...
Dotarliśmy do krańca parkietu i zatrzymał się. Spojrzał w lewo, potem w prawo, a potem znó na podłogę. Wahał się.
"Michael...?"
"Nie umiem tańczyć" wymamrotał
"Oh," westchnęłam. Nigdy się nie nauczył. Kiedy miał się uczyć, Liz? "To, um – to proste" szepnęłam "Pokażę ci."
"Wszyscy się na nas gapią" Rozejrzałam się. Miał rację.
"Michael..." przysunęłam się do niego "...to tylko sen. Prawda?"
Spojrzał na mnie. Chwila ciszy. "Prawda" szepnął
"Więc, nie zaszkodzi spróbować" powiedziałam "Prawda?"
Patrzył na mnie. "Prawda" odpowiedział. Wskazał parkiet. "Pokaż mi."
Nabrałam powietrza i zrobiłam kilka kroków do przodu, wciąż trzymając jego dłoń. Zatrzymałam się i obróciłam. "Połóż ręce na mojej talii" szepnęłam, splatając ręce wokół jego szyi.
Przesunął dłoń po moich plecach i musiałam powstrzymać jęknięcie.
To było przyjemne. "- albo tutaj, tak też może być" powiedziałam niepewnie.
"Co teraz" szepnął patrząc na mnie
"Teraz --" uwielbiałam sposób w jaki na mnie patrzył "- teraz kroki. Razem."
"Ok" przysunął mnie bliżej siebie. Szybko. Jęknęłam.
Michael nie ufał przestrzeni, kiedy tańczyliśmy.
"Przepraszam" szepnął, jego usta były ledwie kilka milimetrów od moich
"Nie przepraszaj" szepnęłam w odpowiedzi. Maria znów zaczęła śpiewać.
...I took a drive along the coast
beside the sea
I gazed upon the fading dark
And slowly
Buckled at the knees...
Jego prawa dłoń wciąż tkwiła na moich plecach, ale lewa powoli przesuwała się. Mój policzek, moje ramię, moje palce. Tyle na temat denerwowania się tym, że wszyscy na nas patrzą. Czułam się jak jedyna kobieta na sali.
{Jesteś jedyną kobietą na sali.}
Topniałam.
...the driver, drinking gladly
said "Here is to the day",
It looks like rain...
It looks like rain...
"W porządku?" zapytał półszeptem
"Idealnie" odpowiedziałam. Czułam bicie jego serca.
"To tylko sen" powiedział miękko i pochylił się, żeby mnie pocałować.
Mówił to dla mnie czy dla siebie?
...every star I wished upon seemed
nothing until now
every prayer I ever said seems
strangely answered now
Could it be,
I''m in love..
Odsunął się i spojrzał na mnie.
...could it be, I'm in love...
"Dobranoc Liz" powiedział
...could it be...
"Michael...?"
Wszystko się rozmywało. "Michael!"
...I'm in love...
Wszystko zaczynało blaknąć. Rozejrzałam się dokoła.
Sala była pusta. Nie było Marii, ani zespołu. Barmanka i cała reszta zniknęli.
"Michael?" zawołałam
Wtedy się obudziłam
***
Przyszła do mnie następnego dnia w szkole. Po prostu przyszła w środku dnia.
"Musimy porozmawiać" szepnęła
"Nie rozmawiamy w ciągu dnia, Liz," powiedziałem, odchodząc
"Michael --" podbiegła do mnie "- czy miałeś sen o barze?"
Zatrzymałem się i spojrzałem na nią. Czy ona - "Nie" powiedziałem, przyspieszając
"Jesteś pewien?" szła tuż za mną. "nazywał się Babe Magnet. Michael, no daj spokój --" złapała mnie za ramię "- proszę?"
Zerknąłem na nią. "Nie. Nie miałem" warknąłem "Żadnego snu, żadnego baru, niczego nie było. Tylko pusty sen. Ok?"
Wyglądała na nieco zranioną. "Ok" szepnęła "Przepraszam" Odwróciła się i zaczęła iść wzdłuż korytarza
Cholera, Guerin --
Była trzy kroki dalej, gdy zawołałem ją i obróciła się.
Podszedłem do niej. "Ty um --" wbiłem wzrok w słońce wpadające przez okna. Gapiła się na mnie. Oparłem dłonie na biodrach i zacząłem mówić
"- dobrze wyglądasz w niebieskim" Uśmiechnęła się.
"Podobała ci się?"
"Tak" przyznałem "Podobała. A teraz spływaj, ok?"
"Przyjdziesz wieczorem?" jej dłoń chwyciła moją kurtkę.
Jęknąłem. "Tak" powiedziałem, machając dłonią "Idź."
Uśmiechnęła się, obróciła i pobiegła w głąb korytarza. Poszedłem w przeciwnym kierunku.
Co teraz zrobisz, Guerin?
Nie wiedziałem, ale trzymanie się od niej z daleka nie działało. Ostatnia noc była tego dowodem.
Może nadszedł czas, żeby przestać uciekać?
c.d.n.